no i stało się. dopadło mnie. koniec. jestem skazana na kiszenie się w wyrze (w weekend!), łykanie tabletek i innych świństw (mleko z miodem, owszem, ale do tego czosnek, smak tej mikstury jest nie do zniesienia, powoduje we mnie odruchy wymiotne, w dodatku nic nie pomaga, a mimo wszystko muszę to pić - nakaz odgórny, któremu rzecz jasna nie śmiem się sprzeciwić, yhm. xD). w dodatku czuje się coraz gorzej, choć powinno być odwrotnie, bo wczorajszy dzień spędziłam w taki sam sposób - leżąc w łóżku. gardło mnie tak boli, ze wypowiedzenie krótkiego zdania jest wysiłkiem i sprawia ból. drapanie w gardle, które odczuwam za każdym razem, kiedy przełykam jakiekolwiek płyny, łącznie ze śliną, połączone z niekończącą się cieknącą wydzieliną z nosa, a na dodatek niemożność zaśnięcia są tak irytujące, że postanowiłam wstać i zajrzeć tutaj;] tak więc siedzę zawinięta w mój kolorowy pled z Ikei, obwiązana chustką wokół szyi słucham relaksującej muzyki, która, choć nie niweluje bólu gardła, wpływa niesamowicie kojąco na mój stan umysłu. muzyka naprawdę jest najlepszym lekarstwem na wszelkie dolegliwości. zamykam oczy i przenoszę się do innego świata, głębokie housowe brzmienia w połączeniu z dźwiękami saksofonu i wokalem Ursuli Rucker sprawiają, że moja przysadka mózgowa niesamowicie się pobudza i zaczyna produkować wzmożoną ilość endorfin, które automatycznie szaleją w mojej krwi and make me feel good;]
nadrabiam zaległości w lekturach, stos książek, który piętrzył się obok mojego łóżka i wołał rozpaczliwie 'poczytaj mnie!' a ja nie miałam na to czasu, nie tylko przestał rosnąć, ale zaczął kurczyć w zaskakującym tempie. pochłaniam je niczym głodny wilk tłustą owieczkę. często tak mam, że czas pozwala mi czytać jedną książkę przez długi okres, ale kiedy już wpadnę w manię czytania to mogę tydzień nie odrywać się od lektury i chłonę ją jak gąbka wodę. z wieloma w ogóle rzeczami tak mam. albo wszystko, albo nic. popadanie ze skrajności w skrajność. skłonność do przesady. nie ma szarości, nie ma przeciętności. wszystko jest albo czarne, albo białe. i tak będzie. ale nie o tym przecież chciałam pisać;]
cieszę się nawet z obecnego stanu rzeczy, odcinam kupony od mojej choroby;] nie muszę z nikim rozmawiać, nikt nie wymaga ode mnie odzywania się. milczę sobie i tylko przelewam strumień myśli na tą wirtualną kartkę papieru. czasem fajnie jest sobie pomilczeć. nasuwa mi się zaraz jeden z moich ulubionych cytatów z Pulp Fiction.

'- Okropne, nie?
- Co?
- Krępujące milczenie. Czemu ględzenie o bzdetach uważa się za wyraz nieskrępowania?
- Nie wiem. Dobre pytanie.
- Po tym można poznać kogoś wyjątkowego. Kiedy można zamknąć ryj i wspólnie sobie pomilczeć.'


i na tym zakończymy
:)

Name:

Komentarze:

26.02.2007, 00:09 :: 83.20.90.86
simon86
to ja poproszę stek, krwisty jak cholera. Oo

21.02.2007, 21:25 :: 62.21.55.135
Tinek
Jestem na etapie wylegiwania sie w łozeczku z 38 w komplecie ;)

20.02.2007, 23:52 :: 62.21.67.226
m00na
a ja lubie samotność, ale tylko czasem:)
po prawie tygodniu chorowania też mam dość;)

20.02.2007, 23:45 :: 83.20.135.233
Ala
Kurcze, teraz jakiś sezon na choroby, wszyscy w domach gnija, oby mnie nie dopadło bo i tak mam za dużo zaległości w szkole :/

Ja tam nie lubię za bardzo siedzieć sama, jedne dzień bez towarzystwa mnie od razu dołuje...nie żebym się nudziła, po prostu jestem chyba mocno uspołeczniona..? xD Dobrze że jakoś to znosisz ale wracaj szybko do zdrowia :)